Pages

  • Home
  • angelic.on.point@gmail.com
youtube instagram facebook

Angelic On Point

    • Filmy i seriale
    • Książki
    • Seria włosowa
    • Kosmetyki i paznokcie
    • Inne

     

            Wydawnictwo Muza pokusiło się w tym roku na kilka świątecznych propozycji, wydanych w formie antologii. Odsłoną romantyczną stał się zbiór opowiadań „PS I życzę Ci dużo miłości” spod pióra ośmiu znanych, polskich autorek. I wydaje się, że to przepis na sukces, kiedy na okładce pojawiają się takie nazwiska jak Magdalena Witkiewicz, Natasza Socha czy Agnieszka Lingas-Łoniewska, ale czy tak było w istocie?

    „Bo czasami trzeba raz na zawsze zamknąć przeszłość i otworzyć się na to, co niesie nam w darze nieprzewidywalny los.”

            Opowiadania w tym zbiorze charakteryzuje wspólny mianownik, którym jest otrzymanie po latach kartki świątecznej, która mogła wiele zmienić w życiu bohaterów. Jedno opowiadanie wyłamuje się z tego schematu, ponieważ mówi o pocztówce wysłanej w bieżące święta. Wydaje mi się, że w większości opowiadań, duch świąt był nie całkiem obecny, wigilia wydawała się jakby odległym tłem dla wydarzeń sprzed lat, kiedy to zagłębialiśmy się w przeszłość poszczególnych postaci.

    „Rozumiałem, a trochę nie. Trochę jej nienawidziłem, a trochę jeszcze ją kochałem.”

    Poniżej kilka słów o trzech najlepszych w mojej ocenie opowiadaniach:
    • „Tajemnica starej szuflady” Magdalena Witkiewicz – intrygująca historia o nieszczęśliwej miłości sprzed lat, której odkrywanie prowadzi do szczęścia współczesnych bohaterów. Ogromny plus za brak macho-mena z sześciopakiem, którego zastąpił spokojny mężczyzna z brzuszkiem. Brawo, o takich prawdziwych ludziach, którzy nie przypominają posągu Dawida, lepiej mi się czyta, bo są bardziej ‘namacalni’.
    • „Zapach pieczonych jabłek” Natasza Socha – niby prosta historia odnalezienia miłości po latach i spokojnego, melancholijnego przeżywania szczęścia, a jednak miała w sobie coś ciepłego i przyjemnego w odbiorze.
    • „Medalion z szafirem” Ilona Gołębiewska – opowiadanie podsumowujące młodzieńczą miłość, która mimo zdrady, nie może się wypalić i tli się w sercach bohaterów. Interwencja ze strony rezolutnej dziewczyny jest jednak niezbędna do połączenia tej dwójki upartych i dumnych osobowości.

    „Zresztą ten wewnętrzny głos też odzywał się jedynie w książkach. Albo tam była wewnętrzna bogini, już nie pamiętał. W tym erotyku o pięćdziesięciu twarzach.”

            Jako, że pierwsze opowiadanie było sztosem, nie ukrywam, że czekałam na kolejne, tym bardziej, że większość z autorek znam i lubię, ale jakże się zawiodłam, brnąc w lekturę. Znalazło się opowiadanie dość chaotyczne i dwa jakby dziwnie niedokończone. No a na dokładkę Magda Knedler, która nie sądziłam, że może mnie kiedykolwiek zawieść, dostarczyła temat trudny, kontrowersyjny i którego poprowadzenie nie przypadło mi do gustu. W ostatecznym rozrachunku jakoś mi to wszystko nie podpasowało, bo jeśli miałam zarzuty do czterech z ośmiu opowiadań, to zrozumiałym jest, że nie podchodziłam do kolejnych z wielkim entuzjazmem, przez co czytałam długo. Chyba zadrą był w tym przypadku temat przewodni, bo każda z autorek cofała się do przeszłości, co na pewnym etapie musiało powielić jakiś schemat i zmęczyło mnie. Ten zbiór po prostu nie jest dla mnie, ale jeśli potrzebujecie jakiegoś pomysłu na świąteczny prezent czy nawet lekturę dla siebie, to jednak pokusiłabym się, żeby popchnąć was w kierunku „Grzesznych opowieści”. Tym razem 5,5/10.
    Czytaj Więcej


            „Grzeszne Święta” to pierwsza świąteczna propozycja, po którą sięgnęłam w tym roku. Tego typu antologie są dla mnie kuszące praktycznie jedynie w odsłonie festywnej, oczywiście, jeśli nie mają kryminalnego podłoża. Drugim aspektem jest wykorzystanie talentu polskich autorek, który wcale nie odstaje od ich zagranicznych odpowiedniczek.

    „Zimowy miękki podmuch otulił nas niczym szalik. Nagle jakaś niezrozumiała dla mnie siła pociągnęła mnie w jego kierunku i nasze wargi się złączyły.”

            Całość jest podzielona na dziesięć opowiadań, z których każde jest zakończone przepisem świątecznym, nawiązującym do pysznego wypieku/dania/koktajlu, który odegrał rolę w fabule. Mamy też odręcznie wypisane życzenia od autorek, co osobiście uważam za całkiem miły akcent. Myślę, że sama otoczka świąt, czy tego specjalnego czasu, była jedynym spoiwem pomiędzy historiami, ponieważ część z nich działa się na krótko przed świętami, a część w same święta, z założeniem, że choinka majacząca w tle, mogła być jedynym wyznacznikiem tego niezwykłego czasu. O stylu nie ma co dyskutować, ponieważ każdy autor ma swoje przyzwyczajenia i sposób narracji, który najbardziej mu odpowiada. 

    „Znowu targały mną sprzeczne emocje, których nie potrafiłam zrozumieć. Nie chciałam ich chyba zrozumieć.  Jedyne, o czym wtedy marzyłam, to powrót do domu.”

            Oczywiście w przypadku antologii, lubię wybrać najlepsze trzy i napisać o nich kilka słów, co zrobię i tym razem:
    • „BIESz/iCZADY” Paulina Świst – taki trochę love-hate przekomarzanki pomiędzy bohaterami, którzy są wieloletnimi przyjaciółmi. Odpowiedni balans napięcia erotycznego i ostry seks, naprawdę dobrze opisany. Jeśli dołożymy element legendy i nadnaturalnych bytów, to czegóż można chcieć więcej.
    • „Lista niegrzecznych” Marta W. Staniszewska – bardzo fajna, ciepła, świąteczna narracja, ukazująca postać Świętego Mikołaja, w troszkę innej odsłonie. Magia Świąt, renifery i miła niespodzianka w postaci domkniętego zakończenia.
    • „Druga Szansa” J.B. Grajda – można powiedzieć, że historia miłości od pierwszego zwyzywania (:D). Bohaterka bardzo prawdziwa, niepewna siebie, zagubiona i facet, który też nie jest idealny. A pomiędzy tym wszystkim bardzo fajne napięcie i dobrze opisany romans.

    „-To znak – stwierdziłam, gdy zarzuciło nami na jakimś rondzie. (..) – Bogowie od śniegu uważają, że powinniśmy siedzieć teraz w domu i piec pierniczki.”

            Całość jest przyjemna, mimo, że niektóre historie nie otrzymałyby w moim odczuciu plakietki „grzeszne”. Znalazły się w tej antologii opowiadania bardziej wciągające i te trochę mniej. Bardzo trudno jest oddać emocje pierwszego spotkania i zrobić to w sposób wiarygodny w tak krótkiej formie literackiej, ale niektórym z autorek się to udało. Natomiast  te, które porwały się na wieloletnie przyjaźnie, przekute w związek podczas magii świąt, również wykonały swoją robotę, łatwiejszą, ale zawsze. Myślę, że książka nada się na prezent dla kobiety lubiącej historie miłosne i erotyki, tym bardziej, że okładka jest naprawdę ładna i przyciąga wzrok. Oceniam na 7/10 :)
    Czytaj Więcej

     

            Haruki Murakami to japoński autor, który tworzy już przeszło czterdzieści lat. Mam na półce cztery jego książki (nietknięte), bo moja przyjaciółka jest nim niezaprzeczalnie zauroczona. Kiedy nadarzyła się okazja zrecenzowania „Pierwszej osoby liczby pojedynczej”, zobaczyłam w tym szansę na dobry start tej przygody.

    „Do tego, że znaleźliśmy się razem w łóżku, doszło w zasadzie siłą rozpędu. Ani ja jej specjalnie nie pragnąłem, ani ona specjalnie nie pragnęła mnie (tak sądzę).”

            Całość składa się z ośmiu dosyć krótkich opowiadań, które łączy narracja w pierwszej osobie czasu przeszłego. Jak tylko zaczęłam czytać, od razu w pewnym sensie skojarzyło mi się to z samym tytułem, mimo, że jedno z opowiadań również jest w ten sposób nazwane. Historie są przedstawione jak wspomnienia z przeszłości, krótkie epizody, które mimo, że nie są znaczące dla narratora, to często powodują powrót specyficznego dreszczyku, przelotnego uczucia, podskórnego mrowienia.

    „Czas to zawsze ten sam czas. Minuta jest minutą, godzina godziną. Musimy go cenić. Musimy osiągnąć porozumienie z czasem, żeby zostały nam po nim jak najlepsze wspomnienia – to jest najważniejsze.”

            Jak to bywa w przypadku antologii, jedno opowiadanie przypadnie nam do gustu bardziej, drugie mniej, a jest to już uzależnione od indywidualnej oceny. Osobiście dla mnie najlepsze były:
    • „Do kamiennej poduszki” – historia przelotnie spędzonej nocy, która być może bardzo powierzchownie dotyka znaczenia miłości, ale też sentymentu dla głębszego poznania drugiego człowieka, poprzez jego twórczość.
    • „Karnawał” – przypadkowo poznana osoba może się okazać bratnią duszą, z którą tak łatwo się rozmawia i dzieli pasje. To opowiadanie również w ciekawy sposób rozbija brzydotę na części pierwsze.
    • „Wyznanie Małpy z Shinagawy” – bardziej senno-majakalne podejście do okazjonalnego spotkania w niewielkim motelu. To chyba wątki bardziej znane Murakamiemu. Niezwykłość, fantazja i prostota w jednym.

    „Zakochanie się w kimś przypomina chorobę psychiczną, której nie pokrywa ubezpieczenie.”

            Mam nieodparte wrażenie, że te opowiadania mogą bardziej spodobać się męskiemu odbiorcy, gdyż wiele z nich nawiązuje do muzyki jazzowej, zespołu The Beatles, kibicowaniu drużynie baseballowej czy poznawania pierwszej dziewczyny. Ja sama też miałam z nimi sporo zabawy, ale kiedy czytam o czymś o czym nie mam pojęcia, jak symfonie Chopina czy Bacha, może się zdarzyć, że w ferworze całości, nie wyłapię jakiegoś istotnego szczegółu. Ogólnie rzecz biorąc, polecam, i czuję się zachęcona do eksplorowania Murakamiego w innych odsłonach. Oceniam 7/10 :)

    Czytaj Więcej
     

            „Gorące lato” to antologia dziesięciu romantycznych opowieści o zabarwieniu erotycznym, napisana przez znane i lubiane polskie autorki. Podeszłam do tej książki ze sporym dystansem, ponieważ czytałam już dwie antologie o podobnej tematyce i zazwyczaj te historie bywają spłycone, zbyt krótkie i pozbawione emocji. Jak było tutaj, przekonajcie się, czytając całość recenzji.

    „I tak samo jak fale ryją i rzeźbią brzeg, tak on rzeźbił w moim sercu i duszy swoje imię”.

               Trudno przy zbiorze opowiadań mówić o stylu pisarskim, ponieważ każda z autorek daje z siebie coś oryginalnego i w różnoraki sposób pobudza do życia bohaterów. Chciałabym jednak przybliżyć Wam dwa opowiadania, które chyba spodobały mi się najbardziej. 
            Pierwsze z nich to „Stacja pożądanie” Anny Langner. Historia przedstawia kobietę, która niedawno przeszła rozwód i za namową przyjaciółki wybiera się na samotny wypad do nadmorskiego kurortu. Sytuacja się zaognia, kiedy do jej przedziału dosiada się przystojny brunet, a myśli bohaterki uciekają w przeróżne, nieprzyzwoite miejsca. Lekkie opowiadanie na którym kilkakrotnie wybuchnęłam śmiechem i chyba o to w tym chodzi.
         Drugie opowiadanie to „Natchnienie” Pauliny Świst, w którym to samotna pisarka wraz z przyjaciółmi, wylatuje na wakacje na Dominikanę. Już na lotnisku zwraca na nią uwagę wysportowany komandos, któremu zadziorna i pyskata Anna, od razu wpadła w oku. W ramach podrywu Łukasz udaje fana komedii romantycznych, uciekającego przed słońcem i pielęgnującego w sobie kobiecy pierwiastek. Czy Anna, szczera do bólu, ostra laska, da się oszukać nowemu adoratorowi?
     
    „- No co? Jesteś piękna, młoda, a seks uwalnia endorfiny. To udowodnione naukowo.
    - Czekolada też uwalnia endorfiny.
    - Ale czekolada nie daje zajebistych orgazmów.
    - Okej, wygrałaś.”

            Opowiadania były lekkie, czasem trochę pikantne, a czasem romantyczne do bólu, co oznacza, że mamy do czynienia ze sporą różnorodnością. Czytało się dobrze, a okładka zamyka całość bardzo przyjemną oprawą. Myślę, że to świetna propozycja na słoneczne popołudnia, aby dodatkowo rozgrzać atmosferę i pobudzić krążenie krwi – polecam z oceną 7/10:)

    Czytaj Więcej

            Wiosna, lato, słońce, deszcz, pioruny, to tylko kilka elementów panującej nam obecnie sytuacji, o koronawirusie nie wspominając. W tym kontekście zazwyczaj warto sięgnąć po lżejszą lekturę, która poprawi humor, pozwoli na rozmarzenie i zatopienie w tej iluzorycznej, przesłodzonej mgiełce. Z takim nastrojem podeszłam do „Miłości z widokiem na morze”, która jest niczym innym jak antologią opowiadań, znanych i lubianych polskich autorek.

    „Człowiek lubi szuflady. Lubi swoje rzeczy mieć ładnie poukładane i podobnie jest z planami na życie lub przynajmniej najbliższą przyszłość. Nic dziwnego, że dostaje szału, kiedy ktoś wysypie mu wszystko na środek pokoju i każe układać od początku.”

            Cała książka składa się z ośmiu treściwych opowiadań, skupionych na nadmorskich, urokliwych lokalizacjach i bohaterach poszukujących odpowiedzi, miłości i szczęścia. Mimo poruszania trudnych tematów, takich jak wypalenie w związku, oddalenie czy przewartościowanie życia, wydaje mi się, że każda z tych historii wprowadziła coś ciepłego, mimo wszystko pozytywnego.

    „To było coś banalnego, zbyt banalnego jak na zdarzenie, które zmieniło całe moje życie. A może właśnie tak jest zawsze. Zawsze to banalne zdarzenia zmieniają wszystko.”

            Trudno mówić o fabule czy narracji, jako że każda z autorek ma swój styl i indywidualnie podeszła do tematu. Pozwolę sobie jednak, wprowadzić was w fabułę dwóch opowiadań, które najbardziej przypadły mi do gustu. Pierwsze z nich to „Pomiędzy kartami książek” Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, które przybliża nam historię młodej bibliotekarki, prostej, uśmiechniętej dziewczyny, obok której pojawiają się dwaj tajemniczy mężczyźni. Czy grasujący w okolicy seryjny morderca, również będzie grał szerszą rolę w tej historii? Wydaje mi się, że to uszczknięcie wątku kryminalnego było czymś oryginalnym, co bardzo mi się podobało i zakończenie było zarówno zadowalające, jak i satysfakcjonujące. 
            Drugie opowiadanie stworzyła pani Katarzyna Misiołek i jest ono zatytułowane „To, co najważniejsze”. Przyznam szczerze, że ta historia miała dla mnie szczególne przesłanie. Jego bohaterka tkwi w związku jednostronnym. Jej partner nie chce słyszeć o dzieciach, małżeństwie, a po decyzji o wspólnym zamieszkaniu, znika w pracy i spędza coraz więcej czasu z piękną wspólniczką.  Wszyscy próbują przekonać Beatę, że trafiła jej się wspaniała partia, ale czy samotny wyjazd do Sopotu, pomoże jej odpowiedzieć na pytanie, co w życiu jest tak naprawdę ważne? Niedawno spotkał mnie podobny dylemat i dzięki tej historii utwierdziłam się w przekonaniu, że podjęłam prawidłową decyzję. Muszę chyba podziękować Pani Katarzynie.

    „Teraz, gdy w moim życiu trafiają się sytuacje pozornie bez wyjścia, wiem, że za chwilę będą one tylko historią. Wspomnieniem. Wiem, że ze wszystkim można sobie dać radę.”

            Całość naprawdę dobrze się czyta i jestem wdzięczna, że zapoznałam się ze stylem pisania kilku autorek, których nie miałam okazji poznać. Jest to dobry sposób na zwrócenie uwagi na dłuższe formy, które już stworzyły. Kochani, lektura ciekawa, czasem lekka, czasem skłaniająca do refleksji, ale pełna nadziei. Serdecznie polecam i wystawiam 8/10 :)

    Czytaj Więcej

    „Pierwsze słowo” to już czwarta książka Marty Kisiel, którą miałam okazję przeczytać. Okładka była wręcz przepiękna, a po niedawnej lekturze "Toni", byłam ciekawa co dalej przygotowała dla nas autorka. Pozostałe książki były strzałem w dziesiątkę, jednak tutaj coś mi zgrzytało. I przy tej okazji zaczęłam się zastanawiać, co musi w sobie zawierać tomik opowiadań, żeby przypaść mi do gustu.

    Po pierwsze – opowiadania muszą mieć domknięcie. Nie może być tak, że dostajemy przedstawienie świata, powoli w niego wsiąkamy, zastanawiamy się co kryje się za rogiem, a potem ni stąd ni zowąd akcja zostaje jakby odcięta nożem. Czyżby kartki w drukarni się skleiły, albo edytor tekstu zastrajkował? I niestety w tomiku pani Marty są chyba ze trzy takie opowiadania, kiedy już wietrzymy dalszą akcję, coś ciekawego, a tu nagle okazuje się, że klops i ostatnia strona.

    Po drugie – chyba nie znoszę się dołować i dostawać smutów, cóż poradzę, że lubię historie z happy endem i sporą dawką humoru. W tym tomiku natomiast mamy historie przygnębiające, dołujące, z nieprzyjemnymi bohaterami i sytuacjami. Oczywiście znajdują się w nim też opowiadania śmieszne, jednak przez ten gradient zauważyłam, że podobało mi się tak pół na pół, w kierunku tych zabawniejszych treści.

    „- Dzisiaj ‘Roch to Roch’, a zanim się obejrzysz, będziesz mu czule piszczeć do uszka: ‘Och Rochu, bierz mnie po trochu…’.”

    Jeśli chodzi o styl to mam wrażenie, że Pani Marta Kisiel ma w zanadrzu kilka ciekawych pomysłów na pisanie, co mi się podoba, jednak znacznie bardziej wolę ją w pełniejszych konstrukcjach. Niektóre tytuły opowiadań (całościowo jest ich 11), które przypadły mi do gustu, a mogą Was zachęcić to:

    • Rozmowa dyskwalifikacyjna
    • Dożywocie
    • Przeżycie Stanisława Kozika
    • Szaławiła

    Autorka raczej stara się wprowadzać nowe treści i bohaterów, jednak znajdzie się miejsce dla jej uroczego, kichającego anioła czy zgliszczy tajemniczego domu, który posiadał gotycką wieżę. Nutka melancholii pozostała, jednak nie mogę wybaczyć braku choćby strofki o siostrach Bolesnych :) Jeśli lubicie kapkę fantastyki, styl autorki i opowiadania jako krótkie formy literackie to polecam, ale jeśli chcecie się zapoznać z czymś innym spod pióra Pani Marty to zerknijcie raczej w kierunku „Nomen Omen”. Ocena 6/10 wpada dla tej lektury i zastanawiam się, kto z Was chętnie się na nią skusi :)
    Czytaj Więcej

    Podobnie jak w każdym roku, w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, propozycje iście tematycznych lektur, zarówno polskich, jak i zagranicznych autorów, zalewają Nas jak grzyby po deszczu. W tym pozytywnym czasie choinek, bombek i prezentów, znalazło się też miejsce na „Dynię i Jemiołę” autorstwa Anety Jadowskiej. Nie będę w żadnym stopniu ukrywała, że wybrałam tą książkę, przede wszystkim ze względu na autorkę, której twórczość znam i lubię, ale również po to, aby w tegorocznym świątecznym maratonie książkowym, przemycić pozycję nieco mniej przewidywalną i iście fantastyczną.

    Pani Aneta, przygotowując kilka dłuższych bądź krótszych opowiadań (w sumie dziesięć), postawiła przede wszystkim na bohaterów, którzy mięli dość pokaźny kawałek druku w jej poprzednich publikacjach, jednak sądzę, że dla laika ze sporą wyobraźnią, zgranie się z magią Thornu, Namiestniczki Dory czy Asasynki Nikity, nie powinno stanowić większego problemu. Warto nadmienić, że historie są opowiadane z punktu widzenia kobiet, zawsze silnych, niezależnych i zaradnych, czyli co tu dużo mówić – najlepszego sortu bohaterek. Oczywiście czymże by była nieśmiertelna wiedźma bez swojego Demona, a silna Wilczyca bez niezdarnego kociaka, także męskie postacie też mają swoje pięć minut, bez obawy.

    Najbardziej przypadły mi chyba do gustu, poniższe opowiadania o iście bajecznych tytułach, które wiele Wam nie zdradzą, ale może zaostrzą apetyt:
    • „Noc Potworów”
    • „Jak pies z kotem”
    • „50 twarzy Baala”
    • „Duch, który stał się lisem”
    I tu pojawia się ciekawostka, bo w moim odczuciu, te krótsze, z pozoru prostsze historie, bardziej do mnie trafiały i emanowała z nich nikła, ale jednak świąteczna aura, natomiast opowiadania dłuższe skupiały się bardziej na zagmatwanych historiach i śledztwach, mając niewiele wspólnego z okresem świątecznym. Jednak być może niektórym czytelnikom, bardziej do gustu przypadną krwawsze motywy i poszukiwanie morderców. Pod tym względem na szczęście opowiadania są zróżnicowane, co jest zdecydowanie plusem.

    „Właściwie wtedy powinnam sobie uświadomić, że żyję pożyczonym szczęściem. Fuksem na kredyt. 
    I że przyjdzie mi ten kredyt spłacić.”

    Na koniec chciałam jeszcze powiedzieć o przyciągającej wzrok okładce i ilustracjach Pani Magdaleny Babińskiej, które są motywem bardzo fajnie wkomponowanym w opowiadania. Polecam dla wielbicieli tajemnic i fantastyki, niekoniecznie jedynie w okresie świątecznym i ode mnie zasłużone 8/10 :)
    Czytaj Więcej
    Starsze
    Posty

    O mnie

    blog3

    Absolwentka biotechnologii medycznej, mieszkająca w Łodzi wraz z ukochanymi jeżynami. Interesują mnie książki, filmy, kosmetyki, świece i wiele innych rzeczy. Jeśli zostaniecie na dłużej, na pewno dowiecie się więcej :)

    Polub mnie na Facebooku

    Angelic

    Zobacz mnie na

    • Youtube
    • Instagram
    • Facebook
    • LubimyCzytać
    • Wattpad
    • Filmweb

    Tagi

    egzemplarz recenzencki romans Muza Kryminał thriller Obyczajówka fantastyka Wydawnictwo Akurat Psychoskok Wydawnictwo ZyskiSka erotyk literatura piękna Filia Wydawnictwo W.A.B. Novae Res Wydawnictwo Kobiece antologia humor młodzieżowe literatura współczesna Patronat Medialny Czarna Owca Prószyński i S-ka Sci-Fi akcja biografia horror Amber Czwarta Strona Mag Marginesy Rebis Uroboros Wydawnictwo Niezwykłe Wydawnictwo SQN groza poradnik produkty kosmetyczne Świat Książki Edipresse Fabryka Słów Feeria Genius Creations Książnica Powergraph Wydawnictwo Albatros Wydawnictwo Attyka Wydawnictwo Biblioteka Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Jaguar Wydawnictwo Literackie Wydawnictwo Lucky Wydawnictwo MG Wydawnictwo Między Słowami Wydawnictwo Mova Wydawnictwo Ridero Wydawnictwo Szósty Zmysł Znak Literanova Zwierciadło baśń dramat przygodówka reportaż saga rodzinna

    Książki, którym patronuję

    Najbardziej popularne

    • Moje uczulenie na hybrydy - co zrobiłam i czy ładne paznokcie są dla mnie już na zawsze zakazane?
    • „Tylko oddech” Magdaleny Knedler i rozliczenie z przeszłością
    • „Czarownice z Manningtree” jako bardzo sugestywny obraz ludzkiej znieczulicy i okrucieństwa
    youtube instagram facebook

    Created with by BeautyTemplates | Distributed By Gooyaabi Templates

    Back to top